ZAKOPANE SŁOŃCEM SKĄPANE

Choćbyś nie wiem jak bardzo się starał i chciał dwulatkowi pokazać jak piękne są góry i  jak bardzo urokliwe jest Zakopane i tak wszystkie drogi zaprowadzą Cię na plac zabaw 🙂

www.przyjemnezpozytecznym.pl

Do Zakopanego pojechaliśmy na początku czerwca, zupełnie nie w sezonie, w porze gdy niewielu było turystów, ale pogoda była na tyle ładna, że nie zamarzaliśmy, pomimo tego, że w wysokich górach leżał śnieg. Ostatnim razem byliśmy chyba 7 lat temu. Jeszcze sami, narzeczeni, z głową w chmurach, w zimny majowy weekend 🙂 Grzała nas miłość 🙂

www.przyjemnezpozytecznym.pl

Z Warszawy wyjechaliśmy wczesnym rankiem. Podróż zajęła nam ponad 7 godzin. Z małym dzieckiem postoje są nieodzownym elementem podróży, choć i tak nasz syn to urodzony podróżnik. Gdzieś jeszcze w mojej głowie czeka do złożenia wpis z jego pierwszej podróży do Włoch, gdy miał 11 miesięcy. W ciągu każdego roku pokonujemy tysiące kilometrów samochodem. Rodziny mamy na dwóch zupełnie innych końcach Polski więc pakowanie mam opanowane niemalże do perfekcji, a tył auta to królestwo naszego Brzdąca. Książki, samochody, klocki, tablica do rysowania, pluszaki, dvd i tablet to zestaw obowiązkowy. I niech mi nikt nie mówi, że tablet czy dvd to zło. Przepraszam, nie potrafię przez cztery godziny non stop zabawiać dziecka zwłaszcza, że na mnie auto działa jak środek nasenny 🙂 Dawid ma wszystko, co jest mu potrzebne, by nie nudzić się podczas kilkugodzinnych podróży.

Kiedy minęliśmy Kraków wjechaliśmy w jakby trochę w innym świat. Zupełnie inna część Polski. Wszędzie góry, góralskie chaty i piękne widoki. No sielanka 🙂 Na obiad zatrzymaliśmy się w przypadkowej Karczmie – pięknej Karczmie Bida. I ten przypadek polecam Wam wszystkim. Pyszne jedzenie, miła obsługa, plac zabaw dla dzieci, przewijak. Czego chcieć więcej?

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

 

Do Zakopanego dojechaliśmy późnym popołudniem, rozpakowaliśmy torby i odwieźliśmy tatę do hotelu, bo on w przeciwieństwie do nas miał 4 dni szkolenia. W planach nie mieliśmy żadnej górskiej wycieczki – to był nasz czas…

Wieczór spędziliśmy na ogromnym placu zabaw. W drodze powrotnej zobaczyliśmy, że blisko domu, w którym mieszkamy jest strumyk i mostek dla zakochanych, opleciony kłódkami przypieczętowującymi miłość. Od tego dnia codziennie tam byliśmy, tak się naszemu synowi spodobało to miejsce.

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

Kolejnego dnia z samego rana poszliśmy do Bacówki Pana Józka po sery, ale o tym w kolejnym wpisie. Spacerkiem pod górkę, od Gubałówki przez Krupówki zahaczając o cukiernię Samanta na pyszną lemoniadę i ciastko dotoczyliśmy się do domu. Zajęło to nam prawie 4h więc drzemka popołudniowa syna wydłużyła się bardzo. Od tego dnia w cukierni byliśmy codziennie. Jak wakacje to wakacje, a Dawid nie mógł przepuścić porcji czekoladowego torciku 🙂

www.przyjemnezpozytecznym.pl

Ponieważ w górach pogoda bardzo jest zmienna trzeciego dnia rano przywitało nas pochmurne niebo. Ten dzień zarezerwowaliśmy na termy albo basen. Pojechaliśmy do Aqua parku, bo było tylko 17 stopni na zewnątrz. Nie będę się o nim rozpisywała, bo niedługo przygotuję dla Was wpis z trzech takich miejsc w różnych częściach Polski. W tajemnicy powiem tylko, że zabawa była przednia 🙂

www.przyjemnezpozytecznym.pl

W piątkowe popołudnie dołączył do nas tata. We trójkę zwiedziliśmy dom do góry nogami. W sobotę, pomimo deszczowej pogody, pojechaliśmy kolejką na Gubałówkę, poszwędaliśmy się po Krupówkach i zgubiliśmy lalę… Najlepszą przyjaciółkę naszego syna. Obawialiśmy się najgorszego, że nie będzie mógł bez niej zasnąć, że w nocy będzie jej szukał, ale dzielnie zniósł „rozłąkę” i prawie przestał ssać palca. Za to teraz chodzi spać z cała bandą pluszaków. Kto zagląda na naszego instagrama ten widział namiastkę tego co z nim śpi 🙂 Po południu w sobotę pogościliśmy się na tarasie widokowym w kawiarni STHR Cafe&Gallery, wypiliśmy pyszną kawę, a Dawid zjadł kawałek ulubionego torciku czekoladowego z pobliskiej cukierni Samanta. I niestety przyszła niedziela.. i trzeba było wracać… Kiedy znów tam się pojawimy? Nie wiemy. Nie planujemy wprzód takich rzeczy. Przed nami wakacje na Mazurach i nad morzem. Ostatni raz widziałam polskie morze gdy miałam 19 lat, więc cieszę się jak dziecko na ten wyjazd. Włochy wciąż pozostają poza zasięgiem. Może w przyszłym roku? 🙂

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

www.przyjemnezpozytecznym.pl

 

 

 

 

2 comments

Dodaj komentarz