CO MNIE WKURZA…

Mając na uwadze ostatnie zdarzenia, które miały miejsce w mojej małej, blokowej społeczności postanowiłam co nieco napisać o tym, co mnie złości, a wręcz wkurza.
Statystyki mówią o tym, że prawie połowa ludności w Polsce, zwłaszcza ta, która mieszka w mieście, mieszka w blokach. Szkoda, że nie ma statystyk mówiących o tym, ilu z tych mieszkańców potrafi zachowywać się tak, by nie zakłócać spokoju innym sąsiadom, a przynajmniej kiedy mu się wyrwie głośny krzyk – skruszy się w sobie i pomyśli, że komuś przeszkadza? I więcej tego nie zrobi. I tak po kolei. Nigdy nie zrozumiem dlaczego ludzie trzaskają drzwiami. Czy za każdym razem kiedy wchodzą do swojego domu ogarnia ich taka irytacja, że trzaśnięcie pozwala im wyładować swoją złość?! Kolejna rzecz – głośne gadanie na klatce, bez względu na porę dnia. Idzie i tłumaczy, że nie takie majty kupił, a ta to się tak popatrzyła, albo nie popatrzyła, a teściowa to taka niedobra – wszystko w domu słyszę. Tylko po co? Co mnie to obchodzi? A może ja właśnie wróciłam z dyżuru nocnego i chce mi się spać? Może jestem tak zmęczona, że sprawia mi to straszną trudność? Może dziecko sąsiada ma 40 stopni gorączki i próbuje ze wszystkich sił zasnąć, a z nim chce odpocząć jego mama? Mieszkanie każdy ma swoje, ale klatka jest wspólna i powinno się szanować spokój innych.
Wkurzam się kiedy Młody śpi w najlepsze, a za ścianą ktoś dyskutuje, albo wykrzykuje do syna, który już prawie wychodzi z klatki: „to kup jeszcze te buraki”. No Ty buraku, a pomyślałeś, że moje dziecko może śpi? Zapomniałeś, że nie mieszkasz na bezludziu?! No pech chciał, że akurat jego pokój ścianą wychodzi na klatkę. Zaraz się pewnie odezwą Ci, co twierdzą, że dziecko powinno umieć spać przy rozmowach. To ja się pytam, z kim mam gadać jak chłop w pracy? Z radiem? Telewizorem? A może sama ze sobą? No, na tym etapie to ja jeszcze nie jestem…
Idziemy na spacer. Wychodzimy przed klatkę. Młody wywala z wózka lalę, a za nią picie. Stajemy. Ludzie! No taki smród? Ech… Nie na darmo jedna z moich znajomych mówi na psy „obszczymury”. No i ja takie w klatce mam, a przy tym sąsiadów, wielbicieli takich zapachów. Żeby nie było, ja nie mam nic przeciwko psom – uwielbiam je, ale durnych właścicieli nie toleruję. Ciężko pociągnąć psa parę metrów dalej, by pod schodami nie zaznaczał swojego terenu?
Wracamy ze spaceru. Etap siedzenia przez godzinę w wózku już dawno mamy za sobą. Co tam, że do domu już niedaleko, pręży się, wygina, wkurza na wredną matkę. No dobra, chodź, poganiasz trochę po chodniku. Stawiam na chodnik, a tu zryw na trawnik i prosto w pole minowe. Zmieniam kierunek nikczemnej wyprawy i się zastanawiam, na co te niby kary 500 zł za jedną psią kupę? Naliczyłam ich ostatnio trzydzieści. Wiecie ile to kasy? Przydałby mi się taki zastrzyk. Trawnik dla wszystkich, każdy może po nim chodzić? Jak widać nie. Roczne, nieporadnie utrzymujące jeszcze równowagę dziecię lepiej niech tego nie robi. A podobno trawnik dla wszystkich. Tylko gdzie?
Ostatnie, co mnie wkurza, to palenie papierosów i rozrzucanie petów gdzie popadnie. Kiedy patrzę na te kartki rozwieszone przed klatką, że nie wolno rozrzucać petów, gdzie się komu podoba, bo kosz jest w pobliżu. Potem kolejna w klatce, że w przedsionku nie wolno palić i na klatce też nie, to się zastanawiam czy ja mieszkam w buszu, czy w cywilizowanym kraju z rozumnymi ludźmi?
Pomyślicie, nietolerancyjna baba ze mnie. Otóż nie. Nie mam nic przeciwko rozmowom na klatce spokojnym głosem. Nie mam nic przeciwko palaczom, bo sama nim kiedyś byłam. Nie mam też nic przeciwko psom, ich siuśkom i kupom, ale wkurza mnie ludzka hm… bezmyślność, głupota i egoizm. Naprawę świata zaczęłam od siebie 🙂 nie palę, nie mam psa, a jak będę miała, to będę po nim sprzątała.. i wreszcie, nie gadam głośno na klatce, bo szanuję spokój innych.
A na przekór psom, kota Wam pokażę 🙂

przyjemnezpozytecznym.pl kot

fot. Wojciech Piotrowicz

One comment

  1. Fabryka Małych Rzeczy says:

    Tytuł mnie zaintrygował i popieram w całej rozciągłości posta. Moje dzieci są już większe, jednak po trawnikach osiedlowych nie chodzą. Nie chodzą, bo ja ich tego nauczyłam, głośnym okrzykiem wyrażając moje przerażenie, w każdym momencie, gdy dziecko chciało wejść na trawnik. Do parku chodzimy i na łąkę, ale na osiedlu czy w mieście-sorki, ale mamy dosłownie gówniane trawniki i chodniki. Bo u nas anwet na chodnikach co chwila gówno leży. Zwykle rozdeptane na iluś metrach. Nie powiem już o beztroskiej zabawie w chowanego, każda latarnia, każdy kąt na klatce w bloku obsikany. Nie tylko przez psy. Wstyd 🙁

Pozostaw odpowiedź Fabryka Małych Rzeczy Anuluj pisanie odpowiedzi